Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Warkocz pięknej Tarłówny czyli legenda o zamku w Dębnie

Autor wpisu: szkieletek
Data publikacji: 01.03.2014
Okres historyczny: Średniowiecze V-XV w.

W malowniczej miejscowości Dębno, na niewielkiej terasie, po prawej stronie szosy wiodącej z Brzeska do Wojnicza, wznosi się pięknie odrestaurowany, ceglany zamek.
Widoczny jest z daleka. Trzeba przyznać, że robi wrażenie – oczu nie można wręcz od niego oderwać. Warto chociaż na moment zatrzymać się w miejscowości i poświęcić chwilę na zwiedzenie jego wnętrz, podziwiając przy tym bogate zbiory znajdującego się w zamkowych komnatach Muzeum, filii placówki w Tarnowie.

Spacerując po starych wałach i spoglądając w głębokie fosy należy pamiętać, iż ta późno gotycka budowla obronna, będąca istną perłą architektury polskiej, jak każdy porządny, rodzimy zamek, posiada także swą mroczną tajemnicę.
I – co oczywiste – własnego, straszącego nocami ducha.

 

Mieszkańcy Dębna oraz pracownicy Muzeum opowiadają, że w pomieszczeniach muzealnych zdarzają się czasami dziwne i niewytłumaczalne rzeczy.  Ba! Odpowiednio zagadnięci mówią wprost – na starym zamku straszy! W ciemne, bezksiężycowe noce nie raz się zdarza bowiem, że w komnatach ciężkie odrzwia same się otwierają i zamykają, wysuwają się szuflady biurek, odmykają drzwiczki szaf, po korytarzach i pokojach hula zimny, przenikający chłodem wicher, mimo iż wszystkie okna są szczelnie pozamykane.


W oknach migoczą tajemnicze światełka, a jeśli ktoś ma wyjątkowe „szczęście”, może nocą natrafić na budzącą przerażenie zwiewną postać, przemykającą bezszelestnie przez pomieszczenia warowni. Co ciekawe – wszyscy, którzy takiego ducha widzieli, twierdzili zgodnie, iż przedstawiał on sobą postać niewysokiego mężczyzny, ubranego w starodawny strój „jaki widuje się dziś tylko w muzeach lub w kostiumowych filmach”. Zdarzyło się nawet swego czasu, że jeden z szeregowców z mieszczącego się niegdyś na zamku posterunku Milicji Obywatelskiej wystrzelał bez powodu w pustą ścianę cały magazynek naboi, bo – jak sam twierdził – zobaczył w tym miejscu zjawę.


Próbując wyjaśnić genezę tych dziwnych zjawisk należy cofnąć się kilkaset lat wstecz, do okresu średniowiecza. Zamkiem władał wówczas ród Tarłów. Zdarzyło się, iż jeden z panów na Dębnie miał cudnej urody córkę, dziewczę miłe i dobre, o powalającej urodzie oraz przepięknych, złotych i długich niemal do samej ziemi włosach. Dziewczyna już jako dziecko została zaręczona ze Spytkiem, rezydującym w nieodległym zamku w Melsztynie.


Niestety, życie, jak to często bywa, wędruje swoimi ścieżkami, a uczuć oszukać się nie da. Śliczna nastolatka, na swoją własną zgubę, zakochała się do szaleństwa i zupełnie bez pamięci w jednym ze służących na zamku młodzieńców. Jak się okazało – z wzajemnością (co akurat dziwić specjalnie nie powinno). Kochankowie spotykali się potajemnie w zamkowej kaplicy. Tarłówna po trzykroć przysięgła tam młodemu kochankowi wierność i obiecała, że prędzej sama zginie, niż pozwoli się wydać za kogoś innego.

Szczęście młodych ludzi nie trwało długo. Ojciec dziewczyny wkrótce dowiedział się o romansie swojego dziecka. Wpadł w straszliwy gniew, zwłaszcza, iż termin planowanego od tak długiego czasu oraz pożądanego, także ze względów czysto politycznych ślubu zbliżał się wielkimi krokami. Na nic się nie zdały błagania jasnowłosej panny o rodzicielską litość. Chociaż dziewczyna zaklinała ojca na wszelkie świętości i prosiła go ze łzami w oczach o pomoc w zerwaniu zaręczyn ze Spytkiem, dumny pan z Dębna nieczuły był jednak na płacz.

Zaślepiony wściekłością stracił po okrutnych mękach i torturach ukochanego swej córki, a ją samą, ubraną w piękną suknię ślubną, wraz z całym bajecznym posagiem, rozkazał zamurować żywcem w niewielkiej niszy wśród murów, znajdującej się w okolicy południowo – zachodniej baszty...

Minęły stulecia, a pamięć o jasnowłosej Tarłównie i jej nieszczęśliwej miłości do prostego chłopaka przetrwała. Częściej jednak wyobraźnię ludzi pobudzała nie sama postać dziewczyny, co zamurowany wraz z nią skarb. Niejeden śmiałek starał się odszukać zamurowaną wnękę. Niejeden przemierzał baszty i korytarze, opukując ściany i szukając upragnionej pustki w murze.


Nawet Niemcy w czasie II Wojny Światowej, gdy tylko dowiedzieli się jakimś sposobem o miejscowej legendzie, zaczęli plądrować zamek w poszukiwaniu złota. Zrujnowali przy tym komnaty, pozrywali tynki, niczego, oczywiście, nie znajdując.
Dopiero podczas prowadzonej po wojnie renowacji natrafiono w jednej z komnat na tajemniczą wnękę o dwumetrowej średnicy. Niestety – była pusta. Naukowcy nie znaleźli w niej ani szkieletu nieszczęśliwej dziewczyny, ani ukrytego wraz z nią ogromnego posagu.

Po tragicznych wydarzeniach sprzed setek lat pozostały już jedynie legendy i snująca się nocami zjawa, będąca zapewne duchem nieszczęśliwie zakochanego młodzieńca.
Jednak w ciepłej porze roku, gdy malownicze okolice Dębna odwiedza wielu turystów, pod murami zamku odbywają się rycerskie turnieje.
Przebrani w stroje z epoki młodzieńcy stają w szranki, walcząc o nic innego, jak o Warkocz Tarłówny.
 

Konkurs

Źródło: opowieści okolicznych mieszkańców; Bogna Wernichowska, Maciej Kozłowski, Duchy Polskie

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,3 (głosów: 1355)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Galeria

Warkocz pięknej Tarłówny czyli legenda o zamku w Dębnie
Warkocz pięknej Tarłówny czyli legenda o zamku w Dębnie

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter