Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Przeszłość opowiedziana

Autor wpisu: Bożena.Ciesielska
Data publikacji: 30.03.2014
Okres historyczny: 20-lecie międzywojenne 1918-1939

Przeszłość opowiedziana

Przeszłość opowiedziana

          Stanisława Radomska, rodowita skępianka, opowiedziała o przeszłości Skępego widzianego oczyma dziecka. Ojciec Jan Nadrowski był mistrzem szewskim. Prowadził własny warsztat rzemieślniczy oraz sklep z obuwiem. Zatrudniał kilku pracowników, którzy potem zajmowali się szewstwem na własny rachunek. W zakładzie Nadrowskiego wyrabiano głównie obuwie damskie z kolorowych skór. Każda para butów pod obcasem miała wybity znak firmowy. Na takie obuwie nie stać było każdego, ale z okazji ślubów lub innych uroczystości zamawiano buty na miarę. Ważnymi klientami była rodzina Zielińskich z Wioski. Matka Zofia Nadrowska zajmowała się domem. Rodzina Nadrowskich – rodzice i 6 córek - mieszkała przy ulicy Sierpeckiej w Skępem. Powodziło im się dobrze – co podkreślała w rozmowie Stanisława. Zakład szewski J. Nadrowski prowadził do końca II wojny światowej.

Stanisława uczyła się w szkole powszechnej w Skępem, a potem w Państwowym Gimnazjum w Lipnie.

Ślubowała z Janem Radomskim 24 XII 1941 r. w Karnkowie.

W rozmowie ze mną przypomniała zabudowę dawnego rynku w Skępem. Wymieniała numery domów, wspominając, gdzie kto mieszkał, jakie mieściły się sklepy, warsztaty rzemieślnicze, restauracje, magiel czy apteka. Właścicielami przedwojennej apteki byli Nerlewscy - Wiktor Nerlewski i Ryszard Nerlewski, legitymujący się dyplomami magistrów farmacji. Bratanek Nerlewskich prowadził drogerię. W rynku pani Motylińska miała magiel. Restaurację miał Winnicki, Bobke i Niemka Elza, a w dni targowe gospodę otwierała córka Fujarskich - Jadwiga. Wysocki był właścicielem delikatesów. W jednym z murowanych domów żydowskich mieścił się sklep bławatny, czyli sklep z materiałami na ubrania. W innym z materiałami żelaznymi i częściami do rowerów. Podrygałowie przy ulicy Sierpeckiej prowadzili piekarnię, inni – sklepy spożywcze, bławatne czy galanteryjne. Właścicielem piekarni był także Adler Gitla. Do piekarni chodzono między innymi po bułki zwane „zalcki”. Sprzedawano też lody… W przedwojennym Skępem i Wymyślinie było aż 6 prywatnych piekarni… Bardzo dobre wyroby piekarnicze wypiekał Stanisław Kokoszczyński (prowadził piekarnię z żoną Genowefą) oraz Ignacy Goryński. Żyd Aaron Pięta dzierżawił od dziedzica Zielińskiego Jezioro Wielkie.

W miejscowej tłoczarni trudniono się wyrobem oleju rzepakowego, który kupowali mieszkańcy Skępego oraz gospodarze z okolicy. Skupowano zwierzęce skóry. Pani Stanisława pamięta, że na podwórzu domu, w którym był skup, sypano czerwoną sól. Z wyprawionych skór szyto rękawice i buty. Kamasznik mieszkający w rynku wyrabiał cholewki, czyli wierzchnie części obuwia. Właścicielem dystrybutora paliwa był Niemiec Daze. Zaopatrywali się w nim właściciele Wioski Zielińscy, gdyż posiadali limuzynę, kabriolet, sanitarkę używaną jako samochód dostawczy i ciągnik.

Pani Radomska wspominała targi odbywające się na głównym placu w Skępem, czyli na rynku. Dniem targowym była środa. Większe targi zwane jarmarkami odbywały się rzadziej... gdyż na nie miejscowość musiała otrzymać zezwolenie. Każdy z handlujących towarami miał przydzielony sektor. Żydzi mieli budki (stragany), w których sprzedawali śledzie. Byli rzeźnicy oferujący swoje wyroby masarskie. Handlowano przedmiotami domowego użytku. Na wielu straganach rozkładano kożuchy, garnitury, materiały na ubrania, firany czy buty. Piekarze oferowali wyroby piekarnicze. Były budki z produktami spożywczymi takimi jak: pomarańcze, cytryny, czekolady, szproty czy nabiał. Dla spragnionych rozstawiano budki, w których parzono herbatę w samowarach. Z Włocławka przywożono towary ceramiczne. Z Łodzi zwożono bluzki i halki. Z Lipna dostarczano trepki, czyli drewniane chodaki. Pani Stanisława przypomniała taką historię. Gdy poszła z matką na targ, zobaczyła chodaki, które bardzo jej się spodobały. Tak męczyła matkę, że w końcu kupiła jej owe trepki. Nie pomogły tłumaczenia, że ojciec ma warsztat szewski i sklep z obuwiem…

Ku uciesze ludzi przygrywał kataryniarz, mający papugę. Tak zarabiał na życie. Chętni dawali sobie powróżyć. Dla mieszkańców jarmark był świętem. Na Targowicy – w innej części Skępego – handlowano gęśmi, świniami, krowami, owcami i końmi… Gęsi pędzono do Torunia na eksport.

Fotografia przedstawia oryginalną pieczątkę i podpis właściciela piekarni w Skępem Stanisława Kokoszczyńskiego. Skępe, 22 maja 1950 r. Archiwum rodziny Ciesielskich

                                                                  Bożena Ciesielska

KONKURS

 

 

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,2 (głosów: 1108)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Galeria

Przeszłość opowiedziana

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter