Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Przytułki warszawski piórem wielkiego publicysty

Autor wpisu: Marta Konarzewska
Data publikacji: 15.12.2010

Wiele się pisze o pięknej Warszawie, Warszawie królewskiej, wilanowskiej, teatralnej i saskiej. Jest jeszcze jednak ta inna Warszawa – biedna, brudna, jakby nieliteracka.
Pamiętał o niej Bolesław Prus. Nie tylko w swoich powieściach (pamiętamy opis Powiśla w słynnej realistycznej „Lalce”), lecz także w felietonach, które tytułował „Kronika Tygodniowa”.

 

W 1989 roku trafił się Prusowi nietypowy spacer. Zdecydował się go natychmiast opisać w Kronice.

Spacer ów polegał na towarzyszeniu w inspekcji przytułków noclegowych stolicy.

Przewodnikami pisarza po „ciemnej stronie miasta” byli doktor Karol Benni, archeolog Ksawery Chamiec i redaktor Stanisław Libicki.
Wszyscy trzej to członkowie Towarzystwa Przeciwżebraczego, które sprawowało kontrolę nad przytułkami noclegowymi i domami pracy na terenie Warszawy.

Na obchód przytułków czterej panowie wybrali się karetą. Ruszyli z siedziby redakcji „Kuriera Codziennego”. By dotrzeć do pierwszej noclegowni trzeba było jechać Krakowskim Przedmieściem i Nowym Światem do Placu Aleksandra, a stamtąd ulicą Książęcą  wzdłuż muru Szpitala św. Łazarza.

Było to na ulicy Czerniakowskiej, pogrążonej w ciemności, oświetlanej tylko z rzadka płomykami gazowych latarń.

Noclegownia mieściła się w niskim drewnianym budynku. Nędzarze siedzieli lub leżeli na ustawionych obok siebie legowiskach – zarośnięci, brudni i w łachmanach. Kilku, jak wyjaśniał pisarzowi dozorca, w obawie przed kradzieżą, lub z przyzwyczajenia, ulokowało się z dala, na podłodze.

Sąsiednia, osobna izba przeznaczona była dla kobiet – żebraczek.

„...twarze, zniszczone głodem, chorobą, pijaństwem, (...) poszarpane kaftany, spódnice unurzane w błocie” - Prus notował w głowie spostrzeżenia na potrzeby późniejszego artykułu.

Kolejne miejsce znajdowało się przy placu Broni, w dużym drewnianym gmachu. Przy kasie wpłacało się cztery kopiejki, za które wydawano biedakom herbatę z chlebem.
W sali pracy klejono koperty i szyto.  Sale noclegowe były obszerniejsze niż te na Czerniakowskiej.
Znajdowała się także osobna sala dla Żydów. Znamienne, nawet tu nie ustrzeżono się wykluczeń.

Tej nocy czterej panowie skierowali się również na Pragę obejrzeć podobne, przygnębiające miejsce.

13 lutego mogli je też obejrzeć oczami wyobraźni czytelnicy „Kroniki Tygodniowej”.

Źródło:

B. Prus, Kronika Tygodniowa, dodatek do Kuriera Codziennego
K. Beylin, Dni powszednie Warszawy w latach 1880 – 1900
 

Metryczka:

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,2 (głosów: 1309)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Powiązane lokalizacje

Powiązane tagi

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter