Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Nowa Ruda i okolice w prozie Olgi Tokarczuk

Autor wpisu: Uczniowie Szkoły Podstawowej we Włodowicach, wpis powstał w ramach programu CEO Literacki atlas Polski
Data publikacji: 07.04.2011
Okres historyczny: III Rzeczpospolita po 1989 r.

Olga Tokarczuk mieszka w Krajanowie, a kilku uczniów ze Szkoły Podstawowej we Włodowicach to jej najbliżsi sąsiedzi. Pisarka stała się utytułowanym „Przyjacielem naszej szkoły” i otrzymała od uczniów nagrodę Adalbertus za promocję w Polsce i na świecie działań i osiągnięć włodowickiej podstawówki. Często gości w naszej szkole.

Olga Tokarczuk o Krajanowie:

„Ja sobie nie wyobrażam jak można mieszkać w dużym mieście i jakoś się skupić. Nie umiałabym tego zrobić. Nie mam więc poczucia, że dokonałam jakiegoś wyboru, że to jest jakaś manifestacja. Tak zostałam zbudowana psychicznie. Jestem z natury delikatna, gdy np. czytam codziennie gazety, to wpadam w rozedrganie. Chwała Bogu, że znalazłam takie miejsce, które nie jest w żadnym wypadku odcięte od świata. Bo takich miejsc odciętych nie ma, no może pustynia w Australii, Afryce. Poza tym zawsze dobrze postrzegane było mieszkanie na prowincji. Dopiero w komunie nobilitujące stało się miasto i ludzie przedkładali bloki nad świeże powietrze na wsi. Ja tego nie rozumiem, to wszystko było postawione na głowie. Mam wrażenie, że jestem uprzywilejowana mieszkając w Krajanowie”.
 
 
Uczniowie Szkoły Podstawowej we Włodowicach przygotowali i przeprowadzili wywiad z autorką:

Czy naprawdę postrzega pani Nową Rudę jako tak smętną i ponurą jak we fragmencie Domu dziennego, domu nocnego?
Oj tak, ale z tym fragmentem historia była taka, że jak się książka ukazała, to miałam spotkanie autorskie w bibliotece i noworudzianie mieli pretensje, że brzydko opisałam to miasto. Ale Nowa Ruda nie jest miastem pięknym, to miasto szare, zaniedbane i nie ma w ogóle pieniędzy na jego renowację. Z drugiej jednak strony to miasto pięknie i wyjątkowo położone, które znajduje się na różnych poziomach i to może być niezwykłą atrakcją turystyczną. Zresztą ja nie należę do ludzi, którzy uważają, piękne jest to, co posprzątane i czyste. Nie są piękne białe, wypucowane domki z pelargoniami w oknach. Piękno jest bardziej skomplikowane. I gdybyście mieli mnie zapytać czy postrzegam Nową Rudę jako miasto brzydkie, to bym się nie zgodziła. Natomiast ma klimat zniszczenia, rozkładu i zaniedbania. W zasadzie trudno mi jednoznacznie powiedzieć, czy coś jest brzydkie, czy piękne. Są przecież w Nowej Rudzie miejsca fascynujące. Mówiłam już kiedyś, że Nowa Ruda jest miastem pięknie położonym, jak w Pirenejach. A z drugiej strony jest bezrobocie, ludzie nie mają pracy ani pieniędzy, żeby wszystko odnowić.

Dlaczego opisała pani Nową Rudę w swojej powieści?
Bo to jest moje miasto, mieszkam w Krajanowie, więc robię w Nowej Rudzie zakupy, chodzę na pocztę, załatwiam różne rzeczy. Jest to miasto najbliższe. Poza tym uważam, że nadaje się do opisania, bo są tu rzeczy niezwykłe. Na przykład fascynuje mnie historia i to nie tylko Nowej Rudy, ale i całej Kotliny Kłodzkiej, bo to jest historia skomplikowana i niejednoznaczna. Uważam na przykład, że dzieci i młodzież powinni się uczyć historii regionalnej, bo dlaczego Dolnoślązacy nie mieliby się uczyć historii Dolnego Śląska? W końcu jest inny niż reszta Polski. A na Dolnym Śląsku jest historia Kotliny Kłodzkiej, jest jeszcze inna. Jest to miejsce, które należy do Polski właściwie dopiero od II wojny światowej. Czyli żyjemy w tym regionie pośród niezwykłej historii i musimy pamiętać, że obcujemy w pozostałościach po Niemcach, ale też o tym, że Ziemia Kłodzka należała niegdyś do Królestwa Czeskiego, że jesteśmy w środku Europy. I to wszystko właściwie czuć w Nowej Rudzie, dlatego klimat jest tu niezwykły.
 
Co panią zafascynowało w Nowej Rudzie „na pierwszy rzut oka”?
Teraz już się przyzwyczaiłam do tego, ale na początku zdumiewało mnie to, że nie wiedziałam, na którym poziomie miasta się znajduję, że ulice nachodzą na siebie. Szczególna jest ulica Podjazdowa. Tych poziomów w Nowej Rudzie jest wiele, są ulice, które się krzyżują bardzo dziwnie. W związku z tym nie da się prosto przejechać Nowej Rudy, tylko trzeba objeżdżać całe miasto naokoło. I to właśnie dziwne położenie mnie fascynuje, takie jak w Pirenejach, że domy się spiętrzają. To wydaje mi się piękne i niepowtarzalne, nie ma takich miast w Polsce.

Co panią teraz fascynuje w Nowej Rudzie?
Ja już tu jestem 12 lat i troszkę się przyzwyczaiłam, już Nowa Ruda nie stanowi dla mnie nowości. Ale na przykład jest taki widok, który odkrywam wciąż na nowo – jak się przechodzi z ulicy Piastów, podwórkami i mostkiem przez rzekę, na zielony rynek. Tam panie sprzedają jajka i ser. I jak patrzę na rzekę i budynki, które stoją od strony rzeki, to zauważam przepiękny pasaż, ciąg budynków wzdłuż rzeki. Zawsze marzyłam o tym, by kiedyś, gdyby były szanse na rozbudowę miasta, to miejsce podnieść, postawić na nogi. By tam, wzdłuż rzeki poprowadzić trakt turystyczny z pięknymi podcieniami, rzeka byłaby wtedy zadbana i czysta, pływałyby w niej pstrągi, byłyby zejścia, tak by można było moczyć nogi... Ten widok po prostu rozbudza moją wyobraźnię. Jest to naprawdę niezwykłe miejsce, zupełnie jednak ukryte, tak że go nie widać, gdy się przejeżdża Nową Rudę. W ogóle bieg rzeki w Nowej Rudzie jest ułożony naprawdę niezwykle i myślę, że może kiedyś ktoś z waszego pokolenia będzie architektem i przywróci piękno tyłu ulicy Piastów i biegu rzeki.

Co nie podoba się pani w Nowej Rudzie?
Co mi się nie podoba? Marazm... To nie jest wina konkretnych ludzi, tylko tego, że stanął przemysł, że się  nie rozwija, ludzie nie mają pracy i pieniędzy, tracą powoli nadzieję i energię do życia. I jak się przyjeżdża z zewnątrz do Nowej Rudy to to widać. Często moi goście mi mówią, że Nowa Ruda to senne miasteczko. Ale pomyślałam o tym, że wystarczy przejechać granicę  na stronę czeską, gdzie też jest kłopot z dużym bezrobociem i widać różnicę. W porównaniu do Czech plusem w Nowej Rudzie jest to, że na ulicach jest jakieś życie, a w Czechach miasteczko wydaje się zupełnie opuszczone, puste, ludzie jakby pochowali się w obliczu takiej katastrofy ekonomicznej.  A w Nowej Rudzie podoba mi się, że ludzie wychodzą, stoją na ulicy, rozmawiają, mężczyźni kucają w małych grupkach, na ławeczkach pod ratuszem siedzą emeryci. Jest to żywe. Ale nie podoba mi się to, że nie ma dużego zakładu produkcyjnego, który dałby ludziom pracę i pieniądze na remonty, elewacje, wczasy, np. w Pirenejach, skąd przywoziliby świetne pomysły. Ale myślę, że będzie lepiej.

Źródło:

Tokarczuk Olga, Dom dzienny, dom nocny, wydania różne.

Metryczka:

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,3 (głosów: 1108)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Powiązane osoby

Powiązane lokalizacje

Powiązane tagi

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter