Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą Politykę prywatności.

[ Zamknij ]

Wasze wpisy

Wesele, armaty i posag w pałacu Radziwiłłów w Białej Podlaskiej

Autor wpisu: Marta Konarzewska
Data publikacji: 27.04.2011

W 1780 roku odbyło się wesele przyrodniej siostry Karola Radziwiłła, wojewody wileńskiego. Za żonę brał ją młody synowiec biskupa wileńskiego – Massalski.

Zabawne perypetie tej uroczystości ślubnej i towarzyszących jej okoliczności opisał Julian Ursyn Niemcewicz.
 
„Zjazd w Bielskiej był niezmierny – pisał. – Od dawna obronny zamek bielski podobnego zjazdu nie widział”.
 
Najpierw toczyły się spory o intercyzy. W rodzinie Radziwiłłów było przyjęte, że kobiety nie dostawały więcej posagu niż 20 000 polskich złotych. Biskup domagał się więcej. Uparty Radziwiłł nie chciał ustąpić. – Praw i zwyczajów familii nie zmieni! Wśród sporów wyznaczono w końcu godzinę ślubu.
 
Zaczęło się ubieranie panny młodej. Fryzowanie, tupety, a na nich pukle, koronki, hafty i masa innych ozdób. Obrzędowi temu mogli przyglądać się goście. „Patrzyliśmy wszyscy – notował Niemcewicz. – Księżniczka oblubienica nie była ładna, lecz słodka i uprzejma”.
 
Natomiast przyszły mąż?
 
„Nikczemna, drobna, słabowita figurka, tyle tylko mająca rozpoznania, że się od zwierzęcia różniła, był w niej nawet dobry zapas wariacji [był podobno nader głupi i rozpustny], raczej śmiesznej, jak szkodliwej; długo by wyliczać ją”.
 
Gdy skończono przygotowania wokół panny, zaczęto szukać pana młodego. Zniknął. Przeszukano cały zamek, by go w końcu znaleźć w małym pokoiku przeznaczonym dla służby, leżał nie ruszając się. „Co tu książę robisz” – zapytał porucznik Frankowski. „Chcę jeszcze cokolwiek utyć” – odpowiedział Messalski.
 
W końcu ceremonia się zaczęła. „Czy chcesz pojąć in sociam vitae [za żonę] siostrę moją?” – zapytał obrzędowo Radziwiłł. „Proszę bardzo” – rzekł na to Mossalski. Na pytania biskupa, który chciał sprawdzić stan jego wiedzy religijnej, nie umiał już jednak odpowiedzieć. „Kto stworzył ten świat?” „Pan Jezus”. „Wielu jest bogów?” „Trzech”. Takie oto przykłady odpowiedzi podaje Niemcewicz.
 
W końcu damo temu spokój, zdecydowano jechać do kościoła.
 
Gdy państwo młodzi stanęli przed pięknym ołtarzem, wśród świateł i wystrzałów na wiwat, trzy księżniczki: Tipelskirch, Sanoan i (podobno – pisze Niemcewicz) Borucka, zemdlały, wzruszone i rozrzewnione tym widokiem.
 
Radziwiłła tak to zdarzenie poruszyło, że każdej z nich po 600 złotych pensji dożywotniej wyznaczył.
 
Wśród huku armat powrócono do ślubnej wieczerzy. Gdy przyszedł czas toastu, Massalski miał wstać z uniesionym kielichem i zakrzyknąć: „Zdrowie familii dobrodziki”, budząc powszechny śmiech ze swojej osoby, który do dziś trwa w zapiskach z tamtych czasów.

Źródło:

Anegdoty i sensacje obyczajowe wieku oświecenia w Polsce, zebrał i opracował Roman Kaleta, Warszawa 1958.

Metryczka:

Podziel się:  

Oceń artykuł:
  Aktualna ocena: 3,2 (głosów: 1383)

Komentarze (0):

Aby dodawać komentarze musisz się zalogować!

Powiązane osoby

Powiązane lokalizacje

Powiązane tagi

Mapa

Zaloguj się przez Facebook
Connect to your Facebook Account
Logowanie



rejestracja
zapomniałem hasła

Newsletter